Niezastąpiony Geroge W. Bush

2010-03-25
 
opinie
 
 Edit Post
Były prezydent USA, George W. Bush, wielokrotnie udowadniał, że nie trzeba fo parodiować, gdyż sam jest niedościgniony w doprowadzaniu do łez. Wszyscy pamiętają jak się zakrztusił obwarzankiem czy moment, w którym machał do Steviego Wondera. Ale było tego zdecydowanie więcej. Na ten przykład podczas jednej z konferencji prasowej zapytał niedowidzącego dziennikarza dlaczego ten nosi przyciemniane okulary skoro nie świeci słońce. Innym razem w telewizyjnym programie wytarł swoje okulary nie w chusteczkę, a w koszulę prezenterki.

Inną kategorią kabaretową, w której brylował (pewnie nadal to robi, gdyż żyje; udowodni to filmik poniżej) to złote myśli. Na przykład:
- Wiem, że istoty ludzkie i ryby mogą koegzystować w pokoju (I know that the human being and the fish can coexist peacefully.)*
- Nadszedł czas, by rodzaj ludzki wkroczył do Układu Słonecznego.*
- Ludzie mi ufają. Cały czas przychodzą do mnie mówiąc „nie zawiedź mnie znowu”.*

Dzisiaj pojawił się nowy skecz Georga W. Busha. Tym razem były prezydent dba o czystość swojej ręki podczas wizyty na Haiti.



* cytaty z Wikicytatów - k l i k
 

Discovery

2010-03-09
 
opinie: 3
 
 Edit Post
Odkąd się przeprowadziłem do swojego mieszkania zauważyłem, że nieco częściej niż kiedyś spoglądam w włączony TV. Jednak daleko mi do przeciętnego polaka, który spędza przed srebrnym ekranem większość swojego życia. Wiedzę medyczną czerpie z seriali, ogląda jak gwiazdy (ledwo zaczynające lśnić na pudelkach) śpiewając tańczą na lodzie czy też z zapartym tchem śledzą losy Richarda z Klanu. Takie oglądactwo jest mi niezmiernie dalekie.

Szczęściem jest telewizja kablowa/satelitarna (niepotrzebne skreślić), w której to oprócz oper mydlanych można znaleźć coś co potwierdzi słowa, że telewizja uczy. I nie jest to na pewno misyjna Telewizja Publiczna. Misji takiej, i to komercyjnej, podjęła się stacja Discovery, która poszczycić może się już kilkoma kanałami. Ciekawość tu może zaspokoić chyba każdy interesujący się światem obywatel naszego kraju, bowiem od lat programy Discovery nadawane są w języku Mickiewicza.

Wśród niezliczonej ilości programów w ramówkach kilku kanałów znalazłem kilka, które zaciekawiły mnie na tyle, żebym starał się je oglądać w miarę regularnie.

W mojej prywatnej klasyfikacji pierwsze miejsce okupują Pogromcy mitów, czyli byli specjaliści do spraw efektów specjalnych, którzy na warsztat biorą wszelkie możliwe mity (filmowe, książkowe, historyczne itp) i udowadniają bądź przekreślają ich prawdziwość. Czynią to w sposób bardzo przekonywujący, opierając się na nauce i doświadczeniach. Trudno też odmówić programowi rozmachu i widowiskowości.
Można ich zobaczyć codziennie o 20:00.

Na miejscu drugim uplasował się program Jak to jest zrobione, który odkrywa przed nami tajniki produkcji otaczających nas przedmiotów. W każdym półgodzinnym odcinku poznajemy proces powstawania czterech różnych rzeczy od przynęt na ryby przez tłoki do szaf grających. Wiedza podana jest w sposób bardzo przystępny i ciekawy. Oglądając ten program od kilku miesięcy nie mogę się oprzeć wrażeniu, że maszyna przędzalnicza (oczywiście mocno zmodyfikowana i rozwinięta), która była jednym z początków rewolucji przemysłowej, jest jedną z najbardziej skomplikowanych.
Program jest emitowany kilka razy dziennie, na różnych kanałach Discovery o różnych godzinach.

Kolejnym nie mniej interesującym programem jest Szkoła przetrwania, w której prowadzący - Bear Grylls (Brytyjski ex-komandos) - zabiera nas w najbardziej niegościnne i nieprzychylne człowiekowi miejsca na ziemi. Używa tam swoich doskonałych umiejętności by pokazać jak można przetrwać w najsurowszych warunkach mając przy sobie jedynie nóż, manierkę i plecak. Od szukania wody, poprzez jedzenie wszystkiego co może dać energię ludzkiemu ciału po znajdowanie drogi czy budowę miejsca noclegowego. Mam świadomość, że wiele ze scen jest pozorowanych, ale nie wpływa to na odbiór programu i wrażenie, że Bear jest naprawdę niczym niedźwiedź.
Program emituje premierowe odcinki w środy o 21:00. W inne dni można trafić na wiele powtórek.

Kolejnymi nie mniej interesującymi programami są Inżynieria ekstremalna, przedstawiająca zagadnienia najbardziej zaawansowanej i nowoczesnej inżynierii, Szalona strona nauki, w której jesteśmy świadkami ciekawych doświadczeń z zakresu socjologi, psychologii i pokrewnych im naukom. Dalej jest Smash Lab, gdzie kilkorgu naukowców przedstawiony zostaje problem, z którym muszą się uporać i Brudna robota, w której prowadzący pokazuje nam najcięższe i najbrudniejsze zawody. Świetny jest również program Tajemnice superprodukcji filmowych, gdzie poznać można wszystkie triki na jakie dajemy się nabrać filmowcom. Niektóre z nich zwalają z nóg.

Są jeszcze programy o śledztwach, siłach specjalnych, gangach, kłopotach w jakie popadają ludzie w nieznanych sobie krajach. Coraz bardziej upewniam się w przekonaniu, że mogą mi wyłączyć wszystkie programy poza Discovery.

Ciekawie zapowiada się program, który premierę będzie miał w przyszły wtorek, 16 marca. Nosi nazwę The Colony - Misja przetrwanie i będzie gratką dla wszystkich fanów postapokalipsy. Program to eksperyment - dziesięcioro śmiałków zostaje odizolowanych w Kolonii - specjalnie przygotowanym postapokaliptycznym świecie - gdzie będą próbować przetrwać i odbudować cywilizację. Przez najbliższe 10 tygodni będzie można śledzić ich walkę o życie. Więcej informacji tutaj - k l i k.
Premiera we wtorek 16 marca o 22:30.
 

God Bless America

2008-10-08
 
opinie: 2
 
 Edit Post

Niejeden powie - zdurniał na stare lata. Ale ten kto nie przeżył koncertu Stanley'a Clarke, Marcusa Millera i Victora Wootena na żywo ten nie będzie w stanie mnie do końca zrozumieć.

Większość osób, która mnie zna wie, że moją pasją jest bas. Mimo, iż miałem lata przerwy w graniu, nadal tym instrumentem żyłem. A postaci takie jak wymienieni wcześniej panowie to dla mnie i mnie podobnych bogowie. Żeby ich zobaczyć pojechałem do Warszawy. Było nie było 650 kilometrów w tę i z powrotem. Dwugodzinny popis poprzedził godzinny występ Pilichowski Band. Zabrakło jedynie jakiegoś krótkiego jam session na cztery basówki, ale nie można mieć wszystkiego.

Obszerniejszą relację z koncertu napiszę jutro. Teraz trzeba iść spać - za trzy godziny pobudka i nauka do wieczora.

I wracając do tytułu notki. Tych trzech amerykańców sprawiło, że przez myśl przeleciało mi to amerykańskie hasło.

I nigdy nie przypuszczałem, że tak mi nogi zmiękną na widok trzech czarnych... ;)

Wooten zagrał między innymi to (na żywo!):


Z racji tego, że strasznie pilnowali żeby nie nagrywać, udało mi się zarejestrować jedynie początek:
 

Świetna rozrywka

2008-09-18
 
opinie
 
 Edit Post
Dzięki Mondremu, Harremu, Mrówce i Andrzejowi wróciłem do fantastycznej rozrywki jaką są gry planszowe. Większości ludzi na myśl przychodzi Eurobussiness lub chińczyk. Współczesne gry - poza posiadaniem jakiejś planszy mają z nimi niewiele wspólnego. Pozwalają miło spędzić czas mniejszej lub większej grupie ludzi, która ma ochotę ruszyć szare komórki, porywalizować, pogłowić się i powalczyć o zwycięstwo.

Zaczęło się od Puerto Rico z Mrówką, Harrym i Mondrym. Świetna gra ekonomiczna, w miarę szybka, dająca wiele możliwości dojścia do celu, jakim jest zwycięstwo.

Na drugi ogień poszedł Starcraft z Mondrym (przeniesienie gry komputerowej na planszę jest na prawdę niezwykłe), od którego dostałem łomot najpierw na punkty, później zostałem całkowicie skasowany. Rozgrywka ta pozwoliła mi załapać zasady przed grą na 6 osób, gdzie układy padają tak szybko jak się zaczynają, a każdy spiskuje z każdym przeciw każdemu. I tutaj zwyciężył Mondry.

Później pograliśmy w Inwigilację oraz Manilę.

Przeedwczoraj, od kiedy stałem się posiadaczem Age of Empires III (kolejna gra przeniesiona z komputera na planszę), zapanowała mania AoE. W pierwszej grze zwyciezcą okazał się Bartek, w drugiej rzutem na taśmę i tylko dzięki odstatecznej inicjatywie pokonałem Krzyśka. A późniejsza wygrana z Mondrym w Starcrafta mocno mnie podbudowała.

Na warsztacie nadal pozostanie Starcraft oraz Age of Empires.
 

LG 850 Prada

2008-08-08
 
opinie: 4
 
 Edit Post

Tydzień temu, korzystając z promocji związanej z przedłużaniem abonamentu w Erze postanowiłem zaszaleć i nietypowo dla siebie kupiłem telefon za więcej niż 1,22 (kosztował mnie całe 99 zł). Zazwyczaj stawiałem na telefony jak najprostsze, bez zbędnych funkcji, gierek, aparatów, gpsów i innych dupsów, które – tak na dobrą sprawę – nie są nikomu potrzebne. A na pewno mnie. Przed podpisaniem umowy otrzymałem długą listę telefonów jakie w ramach mojej opcji mi przysługują. Wybierałem dość długo. Postawiłem kolejny raz na prostotę, a raczej brak fajerwerków. Tym razem wziąłem jednak pod uwagę wygląd telefonu i zdecydowałem się na LG KE850 Prada.

Telefon dla mnie służy do dzwonienia i odbierania rozmów, czasem smsów. Powinien posiadać terminarz – „przypominacz”. Poza tym nic więcej nie jest mi potrzebne. LG spełnia moje wymagania, bo poza wspomnianymi cechami ma jedynie radio, aparat i odtwarzacz mp3. Do tego jest niezwykle zgrabny i ładny. Jedyny bajer jaki go cechuje to ekran dotykowy, do którego musiałem się nieco przyzwyczaić. Poza tym to całkiem normalny telefon. Bateria jak na razie trzyma cztery dni przy dość intensywnym używaniu.

Wbudowany aparat robi w dzień całkiem przyzwoite zdjęcia. Tak się złożyło, że zapomniałem wziąć aparat na rocznicowy weekend w górach, więc strzelałem fotki telefonem. Dopóki jest jasno zdjęcia są całkiem, całkiem. Jak tylko zrobi się nieco ciemniej niż w słońcu fotki wychodzą ciemne lub całkiem nieczytelne.

Dzięki niemu drugi raz w życiu wysłałem MMSa ;)
 

Szachraj

2008-08-06
 
opinie: 9
 
 Edit Post
Dzisiaj, poproszony przez Sima o przypomnienie zasad Szachraja, postarałem się najłatwiej jak tylko potrafię przedstawić zasady tej rewelacyjnej gierki.

Szachraj to gra karciana, typowo rozrywkowo-barowa (głównie barowa) dla 2 do 6 osób. Pamiętać należy, że to gra rozrywkowa, nie hazardowa, więc nie gra się w nią na pieniądze.

Do gry potrzebne będą karty (talia 24 kart – od 9 w górę, bez „dżokerów”), ludzie i dobry humor. Karty tasujemy, tak żeby nikt nie podglądał. Tasujący rozpoczyna rozdawanie od siebie (specjalnie od siebie – gdyby zdarzyło mu się podejrzeć kartę z wierzchu to i tak ją dostanie). Każdemu z grających podaje po jednej karcie, oczywiście zakrytej. Po rozdaniu kart rozdający ma za zadanie wytypować figurę jaka znajduje się wśród wszystkich kart w rękach graczy (figury są zapożyczone z pokera – para, dwie pary, trójka, full i kareta; nie ma stritów, koloru i pokera). W tym momencie zaczyna się „szachrajenie”. Po wytypowaniu przez rozdającego figury następna osoba po nim (według ruchu wskazówek zegara) musi albo go sprawdzić albo podbić – czyli wytypować figurę wyższą od podanej przez poprzednika. W przypadku podbicia sytuacja się powtarza – następny gracz musi albo podbić albo sprawdzić. W przypadku sprawdzenia wszyscy gracze pokazują swoje karty – jeżeli jest wśród nich wytypowana figura przegrywa sprawdzający, jeżeli jej nie ma przegrywa typujący. Po sprawdzeniu przegrany przejmuje talię kart, tasuje i rozdaje karty dodając sobie jedną kartę. Gracz, który ma na ręce cztery karty i przegra licytację odpada z gry. Rozgrywka trwa do momentu kiedy zostanie jeden zawodnik. To prawdziwy Szachraj.

Przykład A:
A rozdaje karty wszystkim pięciu graczom. Oznacza to, że na w rękach graczy znajduje się 5 kart. A typuje, mając na ręce asa, że wśród wszystkich kart jest para asów. B ma ciężką sytuację, bo ma na ręce asa i boi się, że faktyczni będzie para, więc postanawia podbić na trójkę asów. C go sprawdza. Gracze wykładają karty na stół okazuje się, że były tylko dwa asy. B przegrywa, przejmuje talię i rozdaje karty sobie dając dwie.

Przykład B:
A rozdaje karty wszystkim pięciu graczom. Oznacza to, że na w rękach graczy znajduje się 5 kart. A typuje, mając na ręce asa, że wśród wszystkich kart jest para dziewiątek. To zagranie „szachrajskie”. Dziewiątka to niska karta, stąd wydaje się, że łatwiej trafić na dziewiątki niż na wyższe karty. Stąd też B może myśleć, że A ma dziewiątkę na ręce i podbija na parę dziesiątek. C ma na ręce dziesiątkę i boi się, że para będzie. „Szachrajskim” sposobem podbija do pary waletów. D sprawdza i okazuje się, że waletów nie było. C przegrywa, przejmuje talię i rozdaje karty sobie dając dwie.
 

Kot jest mój

2008-07-08
 
opinie
 
 Edit Post
Tantric sprzedał mi niedawno rewelacyjny kawał. Wreszcie świetny kawał, który zastąpił wysłużonego "dziadka Staszka" (wersji jest kilka, ale sens ten sam):

Jasiu przychodzi do domu cały podrapany.
Mama pyta:
- Co ci się stało?
Jasiu:
- Jechałem na rowerze i się wywróciłem na żużlu.
Mama:
- Ale przecież rowerek leży w garażu bez siodełka, a dzisiaj rano widziałam jak przed domem wylewali asfalt.
Jasio:
- Ale rowerek był pożyczony, a tak naprawdę wpadłem w krzaki.
Mama:
- Ale wczoraj wieczorem wycinali krzaki.
Jasio zrobił wkurzoną minę i mówi:
- Kot jest mój! I będę go pierdolił czy wam się to podoba czy nie!
 
Related Posts with Thumbnails